Otwarte dane geoprzestrzenne – teoria i praktyka

Bardzo długo słychać było słuszne niezadowolenie wszystkich chcących wykorzystać dane geoprzestrzenne z zasobów państwowych. Dostęp do nich był ograniczony lub stosunkowo drogi. Tym bardziej bulwersował fakt, że większość z tych danych pozyskiwana i przetwarzana jest z pieniędzy publicznych. Jak obecnie wygląda dostępność takich danych w Polsce?

Z końcem lipca bieżącego roku weszła w życie nowelizacja ustawy Prawo geodezyjne i kartograficzne. Długo oczekiwana zmiana polegała na uwolnieniu (czyli zaprzestania pobierania opłaty) za udostępniane dane takie jak:

  • Baza Obiektów Topograficznych BDOT10k,
  • Numeryczny Model Terenu i Numeryczny Model Pokrycia Terenu,
  • Ortofotomapa,
  • Granice i identyfikatory działek ewidencyjnych.

Jest to małe święto w środowisku związanym z geoinformacją, otwiera ogromne pole do przeprowadzania analiz geoprzestrzennych. Jest też nieocenione dla osób zajmujących się ochroną środowiska, ułatwiając pozyskiwanie danych o terenie i automatyzację przeprowadzanych analiz.

Po dwóch miesiącach od wprowadzenia w życie przepisów, można śmiało stwierdzić, że prawie wszystko działa tak jak powinno. Na krajowym geoportalu udostępniana jest większość z tych danych, powstają dodatkowe narzędzia do ich obróbki, np. darmowe wtyczki pod QGIS takie jak:

Dlaczego więc wszystko działa prawie tak jak powinno? Wiele osób, w szczególności w branży środowiskowej czekało na udostępnienie aktualnych granic i identyfikatorów działek ewidencyjnych. Pomimo nawet wcześniejszego niż w przypadku pozostałych uwolnieniu danych EGiB (w związku z wprowadzeniem tarczy antykryzysowej związanej z COVID-19), nadal są trudności z ich pozyskaniem.

Z uwagi na fakt, iż za tego typu dane odpowiedzialne są poszczególne powiaty, nie wszędzie pozyskanie tych danych jest proste i szybkie. Brak jednego ośrodka sprawia, że  z niektórymi starostwami powiatowymi trzeba prowadzić niemal negocjacje w sprawie udostępniania takich danych pomimo, że jest to zagwarantowane prawnie. Zdarzają się też urzędy bardziej świadome, zamieszczające takie dane na stronie internetowej (w tym konkretnym przypadku należało się jednak skontaktować z urzędem, aby informatyk podmienił plik na najbardziej aktualny, ponieważ eksportowany jest on ręcznie).

Jak informował portal geoforum.pl, pod koniec czerwca główny geodeta kraju Waldemar Izdebski zwrócił się do starostów i prezydentów miast pismem, w którym stwierdził m.in., że „najlepszym rozwiązaniem jest wystawienie danych do pobierania z wykorzystaniem odpowiednich usług sieciowych, co zwolni Państwa z konieczności rozpatrywania i realizacji indywidualnych wniosków o udostępnienie danych”.  Jak czytamy dalej, zapadła decyzja o przygotowaniu przez GUGiK schematu dla pliku GML udostępniającego dane w usłudze WFS.

Minie pewnie jeszcze trochę czasu, zanim wszyscy przystosują się do nowych realiów, jest to jednak krok w bardzo dobrą stronę.

Kamil Drejer

Spec. ds. ochrony powietrza i klimatu | analizy GIS